Na imię mam Basia, mam 26 lat i od 7 lat mieszkam pod Poznaniem. Wszyscy, co mnie znają, uważają, że jestem w czepku urodzona. Fuks towarzyszy mi od początku kariery :) To fakt – już w podstawówce, dzięki moim kombinacjom wygrałam "Kangura" i pojechałam na tygodniową wycieczkę. Można by wywnioskować, że zawsze mam więcej szczęścia niż rozumu.
I tak bez żadnych większych problemów minął okres podstawówki i liceum – czas beztroskiej młodości. Po maturze, musiałam dokonać wyboru (podobno najważniejsza decyzja w życiu). Jako umysł ścisły, postawiłam na dwie uczelnie: Akademię Ekonomiczą i Polibudę (jak z resztą każdy Poznaniak). W związku z odrzuceniem mojej kandydatury na Akademii Ekonomicznej, decyzja była prosta – Polibuda.
Na początku nie było lekko, ale później poszło jak zawsze z górki i muszę przyznać, że „najważniejsza decyzja w życiu” była trafiona w dziesiątkę – w końcu spotkałam tam miłość mojego życia. Na koniec dodam, że na pierwszym roku w ogóle nie zwracałam na Pawła uwagi, nikt nie spodziewał się takiego obrotu sprawy (szczególnie ja). Dopiero na 3 semestrze coś zaskoczyło... i okazało się, że to jest to.
Teraz, po ponad pięciu latach bliższej znajomości wychodzę za mąż!! Jestem naprawdę szczęśliwa, że mam tak kochanego mężusia (czy to kolejny fuks?)
Cześć i czołem! Nie wiem, co mi strzeliło do głowy ;-), ale 26 sierpnia biorę ślub z moją kochaną kobietą! Dla niezorientowanych podam kilka szczegółów z mojego życiorysu, jak przystało na stronę z opisem Pary Młodej...
No to od początku, a mianowicie od 15 maja 1980 roku. W ten majowy dzień w mieście Poznaniu pojawił się delikwent, któremu wpisano w papiery imię Paweł. Od tamtej pory czas biegł niesłychanie szybko i wydarzyło się kilka mniej lub bardziej znaczących zbiegów okoliczności, które doprowadziły do tego, że piszę właśnie ten tekst i właśnie na tę okoliczność.
W tak zwanym międzyczasie, czyli na przestrzeni 26 lat, piąłem się po drabinie społecznej, począwszy od absolwenta żłobka i przedszkola, poprzez podstawówkę, liceum w rodzinnym mieście i na Politechnice Poznańskiej skończywszy. Właśnie ta ostatnia placówka okazała się miejscem, w którym los zdecydował na to, co stanie się wkrótce... W murach tej technicznej uczelni poznałem przyszłą Panią inżynier, która (nikt się tego nie spodziewał) wpadła mi w oko i jakoś niepostrzeżenie okazała się być dla mnie najbliższą osobą na Ziemi.
Ale wróćmy do biografii. Po otrzymaniu dyplomu, na którym dopisano mgr inż. przed imieniem i nazwiskiem, wspólnie z Basią zdecydowaliśmy się na półtoraroczny wyjazd do Stanów Zjednoczonych. Była to dla nas prawdziwa szkoła życia. Po powrocie rozpoczęliśmy planowanie dalszego pobytu w Polsce: ślub oraz budowa domu. I tak oto realizuje się pierwszy cel, drugi wchodzi w fazę realizacji tuż po weselu.